Pierwsza część tego wpisu nieustannie cieszy się Waszym sporym zainteresowaniem – dlatego po wielu miesiącach oczekiwania czas na część drugą! Koreańska pielęgnacja jest pełna sztucznie wykreowanych virali, ale tego nie znajdziecie na tym blogu i w tej serii wpisów. Przypominam kryteria, które muszą spełnić kosmetyki i marki, aby znaleźć się w tym zestawieniu:
- są znane i lubiane w Korei
- mają prawdziwie innowacyjne rozwiązania
- można zamówić je do Polski (i dam Wam linki)
Dodatkowo w tej części skupię się głównie na markach i kosmetykach, które wygrywają koreańskie nagrody pielęgnacyjne wydawane przez popularne w Korei strony (Powder Room, Hwahae, Glowpick) oraz najlepiej sprzedające się w największych sklepach (np. OliveYoung). Co ciekawe, takie nagrody wielokrotnie wygrywają również kosmetyki europejskich marek aptecznych jak Avene, La Roche Posay czy Eucerin, nie tylko koreańskie.
Nie będę tutaj przytaczał najbardziej popularnych na Zachodzie marek eksportowych jak Beauty of Joseon, Round Lab czy Skin1004 – one już mają wystarczająco duże powodzenie, dodatkowo nie są zbyt wyjątkowe pod względem formulacji i technologii.
Abib
Abib to marka oferująca dosyć proste produkty skupione na łagodzeniu, co sprawia, że ma spore grono fanów w Korei i na Zachodzie. Tę markę lubię przede wszystkim za maseczkę w płachcie o kwaśnym pH (koniecznie w wersji Heartleaf!), która wspaniale łagodzi, zmniejsza zaczerwienienia i głęboko uspokaja skórę. Mam spory zapas z Korei – i tak, wiem, że maseczki w płachcie nie są idealnym wyborem środowiskowo – ale niestety nie ma tego produktu w formie serum tak, abym mógł używać go z moją wielorazową silikonową maską w płachcie. Niezłe jest też serum z kapsułkami ze składnikami aktywnymi z wąkrotki azjatyckiej – super łagodzące, zmniejszające podrażnienia i przyjemne (uważamy natomiast w przypadku wrażliwości na niacynamid!).
Aestura
Pozostając w temacie łagodnych i aktywnie łagodzących produktów przechodzimy do Aestura – marki, która sławę zyskała swoim kremem barierowym Atobarrier z enkapsulowanymi ceramidami. Niestety, po reformulacji krem trochę stracił na działaniu i ma mniej przyjemną teksturę. Na szczęście marka ma też wiele docenianych hitów – bardzo lubiane w Korei są serum przeciwpryszczowe z pH 4,5 (bardzo dobrze normalizujące skórę) oraz kremowa mgiełka, której warto używać przy przesuszeniu skóry, np. po myciu czy w trakcie dnia. Kremy do ciała też podobno świetne.
Realbarrier
Nie możemy przytaczając koreańskiej pielęgnacji barierowej pominąć Realbarrier. Ich krem Extreme Cream jest jednym z najbardziej uwielbianych kremów ceramidowych. Dzięki technologii MLE, która jest w sumie emulsją wielokrotną (coś typu MVE od Cerave), krem działa łagodząco bardzo szybko, marka ma mnóstwo badań aparaturowych na to, że produkt rzeczywiście coś z tą barierą robi, a nie tylko leży sobie na skórze, do tego wszystko to robi przy typowej dla koreańskich produktów lekkości.
Ilso
Ilso wkroczyli na półki z bestsellerami OliveYoung oraz międzynarodową scenę koreańskiej pielęgnacji swoją płynną maseczką anihilującą włókna łojowe i rozpuszczającą „przytkane” pory. Wystarczy nałożyć na kilka minut zwilżoną płynem bibułkę na nos, a następnie odlepiając za pomocą szpatułki delikatnie usuwać sebum z powierzchni nosa (lubię przed pocieraniem zwilżać skórę wodą termalną dla lepszego poślizgu) – i pory są pięknie oczyszczone. Stosowałem kilka razy nawet z tretinoiną i to rzeczywiście działa, a podrażnienia praktycznie nie ma. Świetna sprawa i produkt, który zasługuje na swoją viralowość.
WHOO
Whoo jest marką koncernu LG – tak, tego samego co lodówki i pralki. Dzięki temu budżet na innowacje mają kosmiczny, a owocem tego jest Bichup serum – jedyne serum zawierające stabilizowany i enkapsulowany NAD+, który rzeczywiście ma szansę dotrzeć do skóry. Inne sera korzystające z tego modnego składnika są przy tym delikatnie mówiąc picem na wodę. Dodatkowo mają świetne tekstury i korzystają z licznych wysokiej jakości składników botanicznych zaczerpniętych z tradycyjnej koreańskiej medycyny – zwycięska kombinacja.
Hera
Hera jest marką z koncernu Amorepacific, którzy mają też moje ulubione Sulwhasoo i IOPE – więc wiemy, że nie ma lipy tu. Hera jest bardziej kojarzona z makijażem, a ich pielęgnacja ze skin prepem pod makijaż. Ich produkty regularnie pojawiają się wśród list najbardziej lubianych podkładów czy kompaktów do makijażu. Ja sam skusiłem się na ich pielęgnację z linii Signia, która jest w obłędnie pięknych opakowaniach. Z racji tego, że nie rekomenduję kupować koreańskich kosmetyków do makijażu bez wypróbowania – nie linkuję. Każdy powinien spróbować najpierw na swojej skórze – a najlepiej zrobić to w Korei.
Ciekawostka – Aperire
Maska glinkowa Aperire o działaniu zmniejszającym widoczność porów nagminnie pojawia się na pierwszym miejscu koreańskich maseczek glinkowych w wymienionych we wstępie rozdaniach nagród – dlatego bardzo ucieszyła mnie jej dystrybucja w Polsce przez naszych zaprzyjaźnionych BeautyGeeks/Concept Stalowa. Jak zwykle świetny wybór do swojego portfolio, bo to produkt który rzeczywiście jest bardzo popularny w Korei.
Niektóre linki w artykule są afiliacyjne.
Dzięki za to! Już wiem co trafi do mojego koszyka jak będę w Korei! 🙂